Dwadzieścia psów trzymanych w stodole potrzebuje pomocy

Właściciel psów nie jest w stanie już się nimi zajmować.

Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami zamieściło na swoim profilu na portalu społecznościowym dramatyczny apel o pomoc:

Fot. pixabay.com

„Dziękujemy za chęć pomocy, ale musimy im znaleźć nowe domy.

Nie lubimy prosić o pomoc, ale…. czasem trzeba. Trzeba bo… żal zwierząt. I żal człowieka, który tym zwierzętom starał się pomóc jak umiał, ale sytuacja go przerosła.

Zgłoszono nam interwencję bez adresu – tylko nazwa wsi i informacja, że to przy głównej drodze. I że około 20 psów jest tam zamkniętych w stodole.

Nie od dziś wiemy, że w naszej pracy detektywistyczne zdolności często się przydają, więc jedziemy. Znajdujemy posesję, ale na podwórku widzimy tylko dwa psy.

Podchodzimy do domu i pojawia się starszy, sympatyczny pan, bez problemu zgadza się na rozmowę z nami. Okazuje się, że ma więcej zwierząt (sam nie wie dokładnie ile – trudno jest mu je policzyć), ale są zamknięte w chlewiku. Podobno rok wcześniej był nawet weterynarz z powiatu, ale… bał się wejść, bo psy ujadały.

Pot nam zaczyna spływać po plecach – obawiamy się, że w środku zastaniemy jakiś psi dramat, masakrę, o której nie będziemy mogli zapomnieć. Wejść trzeba.

Pan ostrzega, że psy mogą pogryźć. Cóż, taka praca – mamy nadzieję, że się bez pogryzień obejdzie. Pogryzienie to przykrość i dla gryzionych i dla gryzących, którzy automatem lądują na obserwacji i dostają łatkę agresywnych. Wchodzimy.

W ciemnym chlewie zastajemy około 20 psów, faktycznie trudno policzyć, bo i we wnętrzu lekki półmrok, i psy w nieustannym ruchu: dorosłe samce, suki i młode podrostki. Psy szczekają jak szalone, ale nie są agresywne , raczej zalęknione. Widać jednak, że człowiek nie kojarzy im się źle, wiedzą, że te dwunogi przynoszą jedzenie i wodę. Trudno jednak mówić w takich warunkach o wlaściwej socjalizacji.

Pan opowiada jak dorobił się takiego stada – ludzie wyrzucali zwierzaki, czasem bezpańskie psy same przychodziły – czuły, że ten człowiek im nie zrobi krzywdy, że je lubi.

Posesja jest nieogrodzona, a psy nie słuchają – dlatego pozostają w zamknięciu. Żal nam dobrego człowieka, który stara się dbać o zwierzaki jak potrafi, a jego dobre serce wykorzystywała cała wieś i pewnie ze trzy sąsiednie.

Psy nie były głodne – dostawały suchą karmę i gotowane mięso z ryżem. Zresztą przed wejściem do chlewu poprosiliśmy pana, żeby przyniósł im jedzenie (jakimś cudem skończyły nam się w aucie smaczki ) – i dostaliśmy miskę starannie pokrojonego mięsa.

Widać też było, że pan stara się chlewik sprzątać. Psy się go nie boją.
Nie ma dramatu, którego się obawialiśmy przed wejściem. Jest starszy, dobry człowiek, którego sytuacja przerosła.

Ale… psy nie były szczepione, a niektóre mają objawy chorób skórnych. Ale…. stodoła to nie jest miejsce dla psów i musimy je stamtąd zabrać.

Tylko jest mały problem – ze względu na przepełnione schronisko (do okna życia codziennie trafia kilka nowych zwierząt!) nie jesteśmy w stanie wziąć ich wszystkich i właśnie dlatego prosimy Was o pomoc.

Może ktoś z Państwa mógłby zabrać do siebie jednego lub dwa dzikuski? Może jakaś fundacja…?
Nie musicie nas lubić – po prostu pomóżcie zwierzętom.”

Źródło: KTOZ Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami

Copyright © 2019 krakowwpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE